Systemy alertowe a kwestia bezpieczeństwa lotniczego
Redaktor Naczelny przeprowadził wywiad z Danielem Nowik, który ukończył LZN we Wrocławiu oraz AON w Warszawie. Jest on także autorem publikacji szkoleniowych, wykładowcą w Ośrodkach Szkolenia Lotniczego, uczestnikiem międzynarodowego projektu z zakresu testowania silników turbowentylatorowych, pilotem takich maszyn jak Antonow 2, Zlin 42M, Cessna 172 ...
Chińskie czy Tajwańskie Siły Powietrzne?
Wielki boom ekonomiczny na przełomie XX i XXI w., znacznie przyspieszył tak ilościowy jak i jakościowy rozwój chińskich sił zbrojnych – w tym lotnictwa. Do 2003 r. zakupiono w Rosji myśliwce Su-30MKK (76 egz.) oraz Su-30 MKK2 (24 egz.). W Rosji zamówiono samoloty transportowe Ił-76 oraz samoloty cysterny Ił-78. Chiny wyprodukowały także ...
Czy w Boguszynie powstanie lotnisko użytku wyłącznego?
Lotnisko to także, a może przede wszystkim kwestia bezpieczeństwa regionu i właśnie temu aspektowi poświęcone było spotkanie 8 kwietnia 2016 r. w Boguszynie, którego organizatorem był wójt Stanisław Longawa. Zaproszeni zostali przedstawiciele instytucji, które bezpośrednio bądź pośrednio odpowiadają za bezpieczeństwo osób, mienia i środowiska...

Michał Płachecki, absolwent Politechniki Opolskiej na kierunku Inżynierii Środowiska oraz Dolnośląskiej Szkoły Wyższej ze specjalizacją - Zarządzanie Bezpieczeństwem Lotnictwa Cywilnego. Od 2010 r. Koordynator Ruchu Lotniczego Naziemnego na lotnisku Wrocław-Strachowice.
Wywiad został oparty na osobistych doświadczeniach, zarówno pracownika Portu Lotniczego Wrocław S.A., jak i pasjonata lotnictwa.

cywil07

Sylwia Książek: Proszę powiedzieć jak długo interesuje się Pan lotnictwem cywilnym i od kiedy pracuje Pan jako koordynator ruchu lotniczego naziemnego?
Michał Płachecki: Lotnictwem interesuję się od dawna, chociaż u mnie objawia się to w inny sposób. Jakoś specjalnie latać nie przepadam (latałem kilka razy, udało się nawet za Ocean polecieć), natomiast fascynuje mnie sama idea latania, ogromne maszyny, które w magiczny sposób zaprzeczają prawom grawitacji, ciążenia i unoszą się w powietrzu. To jest niesamowite, unikalne i bardzo fascynujące. Pracę zacząłem w maju 2010 r, akurat przed wzmożonym ruchem wakacyjnym więc można powiedzieć, że miałem od razu ciekawy i bardzo pracowity start.

Sylwia Książek: Służba koordynacji ruchu lotniczego, nazywana potocznie służbą „Follow Me” jest odpowiedzialna przede wszystkim za „parkowanie” statku powietrznego. W związku z tym musi Pan uwzględnić wiele czynników m.in. rodzaj i typ statku powietrznego. Proszę powiedzieć jakie manewry i/lub operacje są wykonywane od razu po wylądowaniu statku powietrznego?
Michał Płachecki: Dobrze Pani to okreslila, dodam tylko, że, nazwa tej funkcji określana jest od angielskiego zwrotu „follow me”, co oznacza po prostu „podążaj za mną”. Innymi nazwami są „Marszałek”, które wzięło się od angielskiego słowa „Marshaller”.

Praca Marszałka polega na prowadzeniu statków powietrznych kołujących po polu manewrowym lotniska w taki sposób, aby zapewnić ich bezpieczeństwo. Po wylądowaniu samolotu Marshaller prowadzi go na właściwe stanowisko postojowe za pomocą prostych sygnałów wydawanych pilotowi statku powietrznego. Sygnałów jest około 25 i dotyczą one głównie kierunku jazdy, kierunku podlotu (to w przypadku śmigłowców), wyłączenia bądź uruchomienia silników, zatrzymania, włączenia, wyłączenia hamulców, itd. Mogą również informować o sytuacjach niebezpiecznych, takich jak pożar. Cała praca Marszałka jest określona bardzo fajną i prostą zasadą 3xU, czyli ustawianie-ułatwianie-ubezpieczanie. W tych określeniach, odpowiednio rozwiniętych, jest ukryta cała moja praca.

Ustawianie statków powietrznych na płytach w sposób umożliwiający manewrowanie nimi oraz ich obsługę.

Ułatwianie pilotom statków powietrznych wykonywania manewrów na płycie postojowej lotniska, poprzez wskazywanie bezpiecznych kierunków jazdy.

Ubezpieczanie statków powietrznych w momencie kołowania obok przeszkód stałych, bądź ruchomych.

Często pasażerowie czekający na lot mogą zaobserwować pracę koordynatora Follow me. Łatwo go rozpoznać po charakterystycznym jaskrawożółtym kombinezonie, chociaż wiem po sobie, że raczej się na te służby nie zwraca uwagi. Jako ciekawostkę mogę dodać, że niedawno przeglądałem starsze zdjęcia z lotniska w Warszawie, gdzie, jeszcze wtedy na tarasie widokowym, czekałem na przylot kogoś z rodziny. Wtedy tego nie zauważyłem, ale okazało się, że zrobiłem zdjęcie właśnie Marszałkowi, który skończył ustawianie samolotu. Oczywiście nie miałem pojęcia kto to jest i czym się zajmuje, przecież fotografowałem samolot…

Sylwia Książek: Jakie niebezpieczeństwa niesie ruch naziemny na płytach lotniska?
Michał Płachecki: Ruch naziemny na płycie lotniska niesie przede wszystkim niebezpieczeństwa zderzeń, kontaktów pojazdów z pojazdami, pojazdów z ludźmi (obsługą naziemną bądź pasażerami), i najbardziej poważne, pojazdów z samolotami. Trzeba bardzo uważać na płytach, mieć "świeży" umysł, oczy szeroko otwarte i po prostu myśleć. Z mojego doświadczenia wynika, że większość niefortunnych zdarzeń powstaje przede wszystkim z „braku myślenia”. Dopiero w drugiej kolejności, z niedokładnej znajomości procedur obowiązujących na lotnisku albo nieumiejętnego korzystania z nich.

Dla krótkiego wyobrażenia powiem tylko, że często przy obsłudze samolotu znajduje się około 10 pojazdów (sprzętów) różnego typu i tyle samo osób z obsługi. Jeżeli weźmiemy pod uwagę niewielką powierzchnię wokół statku powietrznego, wysiadających i wsiadających pasażerów, bardzo często mocne ograniczenia czasowe, które wymagają szybkiej obsługi, to o sytuację niebezpieczną bardzo łatwo. Dlatego tak ważna jest koncentracja, znajomość odpowiednich reguł i stosowanie ich przez cały personel zajmujący się obsługą statku powietrznego. To też jedna z części mojej pracy, czyli pilnowanie, aby było bezpiecznie, ewentualnie zwracanie uwagi na błędy.

Sylwia Książek: Jak wygląda praca w ciężkich warunkach atmosferycznych? Mam tu na myśli mroźną zimę lub upalne lato. Na co trzeba zwrócić uwagę?
Michał Płachecki: Na pierwszym miejscu jest odpowiedni ubiór. Tutaj nie ma żartów i te cztery, pięć warstw ciuchów w zimie naprawdę się nosi. Trzeba zauważyć również, że generalnie lotniska to tereny otwarte, można powiedzieć, że panuje tutaj „wie(trz)ny przeciąg”, stąd trzeba uważać, oprócz temperatur, też na wiatr. Ekstremalnie niskie, bądź wysokie temperatury nie powodują u mnie problemów, pogodę 30+ to nawet lubię. Najbardziej jednak nie lubię deszczowej pogody, myślę, że nikt nie lubi. Mamy oczywiście odpowiednie stroje na deszczową pogodę, mimo wszystko wole, żeby było -30 stopni i sucho, niż 20 stopni i deszczowo.

Sylwia Książek: Właściwy przebieg naziemnych operacji lotniczych jest regulowany odpowiednimi przepisami prawa lotniczego. Proszę wskazać kilka z nich.
Michał Płachecki: Prawo lotnicze oraz załączniki do Konwencji Chicagowskiej ICAO z 1944r. wraz z późniejszymi zmianami. Tutaj wyróżniłbym przede wszystkim Załącznik XIV dotyczący lotnisk. Obowiązują mnie również instrukcje wewnętrzne dla lotniska na którym pracuję.

Sylwia Książek: Na pewno zdarzyły się Panu jakieś sytuacje nietypowe, które Pan zapamiętał. A być może nawet niebezpieczne. Proszę nam opowiedzieć o jednej z nich.
Michał Płachecki: Muszę przyznać, że kilka razy zdarzyła mi się sytuacja nietypowa, polegająca na tym, że pilot nie wykonywał poleceń/znaków wydawanych przeze mnie. Oczywiście są odpowiednie procedury, które w sposób dokładny i szczegółowy opisują metodę postępowania w takich przypadkach. Najczęściej jest to zatrzymanie statku powietrznego i ponowne powtórzenie pilotowi sekwencji znaków.

Zdarzyło mi się także, że pilot samolotu (aeroklub lub inny miłośnik lotnictwa) po prostu nie znał tych znaków. Mój znajomy z pracy opowiadał także, że jeden z pilotów po ustawieniu statku powietrznego podszedł do niego i powiedział, że z chęcią nauczy się tych wszystkich znaków i ich znaczenia bo wydają mu się bardzo ciekawe. Proszę sobie wyobrazić minę mojego kolegi…

Na szczęście sytuacji niebezpiecznej w karierze Marszałka nie miałem. Natomiast bardzo często zdarzają się sytuacje nietypowe (jak już wymieniłem wcześniej). Uważny obserwator lotniska zauważy z pewnością, że na lotnisku są namalowane różne znaki, linie ciągłe etc. Celem wyjaśnienia mogę powiedzieć, że żółta linia ciągła na środku drogi kołowania oznacza oś kołowania – prościej mówiąc, tą linią (według tej linii) ma poruszać się statek powietrzny. Linia ta często ma swoje rozgałęzienia, co oczywiście związane jest z daną infrastrukturą lotniska (rozkładem dróg kołowania i płyt postojowych). Na płycie linia ta również oznacza drogę kołowania do odpowiedniego miejsca postoju, ale już dla danego typu samolotu. W przypadku mojego lotniska są to linie dla samolotów o rozpiętości skrzydeł w granicach 24-36 m. Dlaczego tak? Spowodowane jest to tym, że 99% ruchu pasażerskiego odbywa się przy użyciu samolotów właśnie z tego zakresu rozpiętości skrzydeł. Samoloty typu Airbus 320, Boeing 737, Dash-8, CRJ (serie od 200 do 900), są najczęstszymi przewoźnikami pasażerów lotniska we Wrocławiu, więc właśnie dla tych samolotów zostały dane linie poprowadzone. I tu zaczyna się "cała zabawa". Jak zdajemy sobie sprawę są też inne typy samolotów, mniejsze, bądź większe.

Niestety nie jest możliwe oznaczenie liniami na lotnisku dróg kołowania, miejsc postojowych dla wszystkich typów SP. Takie działanie byłoby bardzo nieczytelne, poza tym wymagałoby dodatkowych wyjaśnień, kolorów etc. Można oczywiście dla samolotów o innych gabarytach stosować obecne oznaczenia, tyle, że w ten sposób bardzo szybko można sobie „zapchać” płytę postojową, szczególnie, jak się będzie stawiało małe samoloty w taki sposób jak duże, bądź doprowadzić do sytuacji niebezpiecznej. Tak więc jak postawić mniejszy samolot o kodzie, np. A (Cessna 150 – bardzo często początkujący piloci się szkolą na samolotach tego typu) dla którego nie ma linii? Postawić dowolnie, zgodnie z regułami 3xU, ale jednocześnie tak, aby nie zablokować jednym samolotem całego stanowiska. Z drugiej strony jak postawić samolot o kodzie F (Antonov 124 „Rusłan” – samolot transportowy o rozpiętości skrzydeł ponad 70 metrów)? W taki sam sposób jak tę malutką Cessnę (chociaż tutaj akurat stanowiska to zapchamy sobie nawet dwa), pamiętać o 3xU i działać w zgodzie z zasadami bezpieczeństwa, bo to jest najważniejsze.

Sylwia Książek: Wyobraża sobie Pan lotnisko bez koordynatorów?
Michał Płachecki: Jestem w stanie sobie wyobrazić coś takiego, choć mam nadzieję, że to szybko nie nastąpi, przecież to moja praca (śmiech). Tak zupełnie na poważnie mogę powiedzieć, że na różnych lotniskach, różnie praca takiego marszałka wygląda. Na przykład w USA czy Kanadzie nasza funkcja ograniczona jest do minimum, najczęściej do pokazania statkowi powietrznemu znaku „Zatrzymanie”.  Tam nikt nie jeździ po drogach kołowania samochodami (sporadyczne przypadki), bo ruch lotniczy jest ogromny i jeżeli dodamy jeszcze do tego pojazdy może być już chaos. Po własnych obserwacjach mogę powiedzieć, że w wielu krajach marszałkowie są również odpowiedzialni za inne działania operacyjne, po to, aby wykorzystać tego człowieka nie tylko, jako „machacza” do samolotów. Czasami pomagają przy tankowaniu statków powietrznych, obsługują specjalne „rękawy”, którymi podjeżdżają pod zaparkowany wcześniej samolot, podłączają „prąd” do statku powietrznego, są bagażowymi, wózkowymi, a funkcja marszałka, to tylko pokazanie „Stop”.

Duże lotniska to najczęściej jakaś koordynacja ruchu lotniczego z np. wieży kontroli lotów, potem bardzo często na samym końcu system autodokowania samolotów, czyli prawie pełna mechanizacja i nie za bardzo tam gdzieś jest miejsce dla marszałka. Musimy jednak pamiętać, że nawet najlepsza maszyna, komputer, w tym przypadku nie zastąpią człowieka. Ludzie popełniali, popełniają i popełniać błędy będą, ale mają też wyobraźnię, otwarty umysł i nie działają jak maszyna, wobec opartych schematów. Proszę zauważyć, że masa wypadków na płytach  postojowych (kolizje samolotów z samolotami, pojazdami, nawet budynkami) dzieję się dlatego, że właśnie człowieka tam nie było. Nikt nie zareagował, nie zatrzymał, ewentualnie nie pokazał dokładnie miejsca, w którym statek powietrzny miał stać. Dlatego uważam, że zawsze jednak będziemy potrzbeni, może ewentualnie zmienić się zakres naszych obowiązków.

Sylwia Książek: Poleciłby Pan pracę marszałka innym osobom, miłośnikom lotniska np.?
Michał Płachecki: Pytanie ciężkie (śmiech), ale myślę, że tak. Jeżeli ktoś interesuje się lotnictwem na „mój sposób”, to jak najbardziej. Gorzej będzie, jeżeli do pracy przyjdzie jakiś mega-zapaleniec, który zamiast pracować będzie biegał i pstrykał fotki, bo to może okazać się bardzo zgubne, zarówno dla niego, jak i dla ruchu na płycie. Proszę też pamiętać, że nie każdy nadaje się do pracy na dworze. Taka praca, jak mówiłem wcześniej może mieć duży wpływ na zdrowie i jeżeli ktoś nie jest odporny na zupełnie różne warunki, może mieć spore problemy. No i dochodzi też kwestia godzin pracy. Lotniska nie zamykają się o godzinie 15, w weekendy i święta praca jest również, więc jak ktoś jest weekendowym leniuchem, czy miłośnikiem spania po godzinie 22, to raczej praca nie dla niego.

Sylwia Książek: Czyli masa wyrzeczeń?
Michał Płachecki: Może nie masa, a kilka. A nagrodą jest praca wyjątkowa (każdy dzień inny niż pozostałe), satysfakcja z wykonanej pracy i świadomość, że w np. w Polsce jest nas tylko około 200. Czyli robię coś na swój sposób wyjątkowego.

Sylwia Książek: Dziękuję za rozmowę
Michał Płachecki: Dzięki i pozdrowienia dla miłośników lotnictwa.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Samoloty Cywilne

Samoloty Wojskowe

ZLOT 2014